*
Pół roku wcześniej *
-Samantha! Wstawaj bo
spóźnisz się do szkoły!!
Słysząc nawoływania mojej
mamy z dołu mimo chęci zostania w łóżku nie miałam takiej możliwości.
Niechętnie wstałam z łóżka kierując sie do łazienki mozolnym krokiem, potykając
się przy tym kilka razy o rzeczy, które leżały na podłodze. Cholera musze tu w
końcu posprzątać. Wchodząc do łazienki spojrzałam na telefon. Była 7:02 więc
nie musiałam się śpieszyć, w końcu miałam na 8:00. Włączyłam moją ulubioną
playlistę i wskoczyłam pod prysznic. Ciepły prysznic z rana zawsze działa na
mnie kojąco. Po 10 minutach postanowiłam skończyć swój prysznic. W momencie gdy
moje stopy dotknęły zimnej podłogi moje ciało obleciała gęsia skórka.
Nienawidzę tego uczucia. W ekspresowym tempie ubrałam czystą bieliznę i zestaw ubrań, który poprzedniego wieczora przygotowałam. Włosy spięłam w wysokiego
kucyka, a na twarz nałożyłam podkład, który starannie przypudrowałam.
Przejechałam rzęsy tuszem, użyłam moich ulubionych perfum i wyszłam z łazienki
po drodze zabierając ze sobą telefon. Ubrania walające się po podłodze
zgarnęłam i rzuciłam na krzesło. Zabierając torbę zeszłam na dół z zamiarem
zjedzenia pożywnego śniadania. Wchodząc do kuchni poczułam przyjemną woń
naleśników. Witając się pobieżnie z rodzicami i siostrą rzuciłam się po swoją
porcje. Kończąc posiłek usłyszałam klakson auta.
- Dlaczego Kath za każdym
razem trąbi zamiast po prostu spokojnie poczekać? - zapytała moja irytująca
matka
- Żebyś się pytała -
odpyskowałam zirytowana bezsensownym pytaniem
-Samantha, jak ty się
odzywasz do mamy? - jak zwykle do konwersacji wtrącił się ojciec
Ignorując go wzięłam
rzeczy, ubrałam szybko buty i wyszłam
trzaskając drzwiami. Po wyjściu od razu rzuciło mi się w oczy auto stojące na
podjeździe. Pokonując szybko odległość, która dzieliła mnie od auta wskoczyłam
na miejsce pasażera z przodu witając się z moją przyjaciółką. Droga do szkoły
minęła nam w ciszy. Nie była to cisza krępująca po prostu Kath od razu wyczuła,
że nie jestem w humorze do rozmów. Wysiadłam pod szkołą nie czekając na
przyjaciółkę pognałam w stronę mojej szafki. Po drodze natknęłam się na mojego
przyjaciela Matta.
- Cześć maluchu, jak minął
weekend? - zapytał jak zwykle szczerząc się jak głupi do sera, patrząc na niego
zły humor od razu znika
- Cóż.. Przeciętnie jak
zwykle mało pamiętam.. - drugą część zdania dodałam ciszej pod nosem
-Ojj Sami Sami, nigdy nie
nauczysz się pić z umiarem - wybuchł śmiechem za co dostał z pięści w bark
-Ała, za co to ? Ranisz
mnie Sam
- z pełną powagą wypowiadał te słowa ale ja wiedziałam, że to kolejne
żarty
-Pieprz się Matt, dupek z
Ciebie
Po moim komentarzu oboje
zaczęliśmy się śmiać. Podczas wędrówki pod klasę opowiadał mi o dupach, które
udało mu się wyrwać na ostatniej imprezie. Szczerze nie interesowało mnie to
ale udawałam, że słucham. Przyglądając się Mattowi doszłam do wniosku, że jest
cholernie przystojny co nie zmienia faktu, że jest tylko i wyłącznie moim
przyjacielem. W stosunku do dziewczyn jest strasznym dupkiem ale po części
rozumiem go. Cholera laski same pchają mu się do łóżka, 3/4 tych dziewczyn nie
zna nawet jego imienia. Po prostu leci na jego wygląd. Napalone suczki. Chwile
później usłyszałam dzwonek na lekcje i nie zwracając na nikogo uwagi wparowałam
do klasy zajmując moje ulubione miejsce. Siedząc w ostatniej ławce pod oknem
mogłam zawsze udawać, że uważam, a tak naprawdę być myślami gdzieś zupełnie
indziej. Tak też stało się i tym razem.
Lekcje skończyły się dość szybko, a razem z nimi mój ponury humor.
Siedziałam właśnie z Kath w kawiarence niedaleko szkoły i zastanawiałyśmy się
co zamówić. Kilka minut później do naszego stolika podszedł całkiem przystojny
chłopak.
- Co podać? - z firmowym
uśmiechem i przenikliwym wzrokiem patrzył na mnie i na moją przyjaciółkę
- Ja poproszę gorącą
czekoladę z bitą śmietaną - odezwała się niespodziewanie Kath, która od rana nie
jest zbyt rozmowna
- Ja poproszę karmelowe
latte macchiato - powiedziałam oddając kartę chłopakowi.
Chwilę później znikł z
naszego pola widzenia wraz z naszymi zamówieniami. Podnosząc wzrok znad
telefonu natknęłam się na smutny i wymowny wzrok Kath. Pośpiesznie odłożyłam
telefon do torebki i z pocieszającym uśmiechem postanowiłam dowiedzieć się o co
chodzi.
-Co się dzieje Kathy?
Odkąd weszłyśmy do kawiarni nie odzywasz się, a w ciągu całego dnia
zamieniłyśmy dosłownie kilka słów
-Ja.. Nie wiem.. Ja i
Matt... Ugh ,przespaliśmy się na ostatniej imprezie ..
Ostatnie słowa wymówiła
dość pośpiesznie i cicho ale mimo to zrozumiałam. Myślałam, że w tym momencie
oczy wyjdą mi z orbit i dobrze, że nasze zamówienie jeszcze nie przyszło bo
zawartość mojej buzi z pewnością wylądowałaby na stole. Nie wiedziałam jak mam
zareagować, a tym bardziej nie wiedziałam dlaczego Kath przejmuje się tym aż
tak. Nim zdążyłam jeszcze cokolwiek odpowiedzieć poczułam jak ręka Kath chwyta
moją i chwilę później usłyszałam słowa, których nie spodziewałam się usłyszeć
nigdy.
-Cholera Sam,
przepraszam.. Wiem, że Matt podoba Ci się od dłuższego czasu ale to.. - w tym
momencie musiałam jej przerwać, przecież to totalne bzdury!
-Kath co ty pieprzysz?
Matt nigdy w życiu nie podobał mi się i nie podoba. Nie wiem co sobie
ubzdurałaś ale jako moja przyjaciółka wiedziałabyś o tym pierwsza, a nie
pamiętam żebym Ci kiedykolwiek coś takiego mówiła.
- Mówiłaś przecież, że
Matt jest niezłym przystojniaczkiem i ja sądziłam, że on..
-Kathy jesteś największym
debilkiem na świecie, ja i Matt? Proszę Cię - wybuchnęłam najszczerszym
śmiechem tego dnia zarażając nim również Kath. Chwilę później dostałyśmy
nasze zamówienie, a mnie wciągnęła opowieść o przygodzie Matta i Kath podczas
ostatniej imprezy.
Cóż, pierwszy rozdział za nami. Jak wrażenia? Ktokolwiek to czyta? Jeśli tak to proszę o komentarz, opinie, cokolwiek! Każdy komentarz będzie dla mnie motywacją do dalszego pisania! Za wszelkie błędy przepraszam!


