środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 3

Po wpuszczeniu Kathy do środka postanowiłam ogarnąć się. Moja przyjaciółka z racji, że bywa u mnie dosyć często czuje się jak u siebie w domu więc na pewno znajdzie sobie zajęcie w czasie mojej porannej rutyny.
Zdecydowałam się dziś na relaksującą kąpiel. Dopiero po wejściu do ciepłej wody poczułam jak bardzo spięta jestem. Nie wiem ile czasu leżałam w wodzie bezczynnie z zamkniętymi oczami. Z pewnością wystarczająco długo patrząc na moje pomarszczone już ręce i stopy. Po wyjściu z wanny standartowo całe moje ciało pokryła gęsia skórka. Włosy i ciało owinęłam ręcznikiem i wyszłam z łazienki kierując się w stronę garderoby. Przy okazji kątem oka widziałam, że Kathy jak zwykle przypodobała sobie moje łóżko i laptopa. Mówiłam, że znajdzie sobie zajęcie. Jak zwykle nie wiedziałam co mam na siebie założyć. Nie mam póki co żadnych planów na dziś więc zdecydowałam się na luźną bluzę zakładaną przez głowę i czarne zwykłe legginsy.  Wróciłam do łazienki zabierając po drodze czystą bieliznę. Szybko przebrałam się w wybrane rzeczy i z rozpędem rzuciłam się na łóżko przygniatając przy tym Kathy. Wyobraźcie sobie jak wielką frajdę sprawia mi bicie jej (oczywiście niedosłownie). Cała sytuacja rozbawiła mnie na tyle, że ta przebiegła żmija z łatwością zrzuciła MNIE z MOJEGO łóżka. Zdziwienie, które widniało na mojej twarzy nie da się opisać słowami. Przez dłuższą chwilę nie wiedziałam co się stało, a echem w uszach odbijał mi się śmiech mojej przyjaciółki. Chwilę później sama do niej dołączyłam dochodząc równocześnie do siebie.
-Sami, jest sobota zróbmy coś super! - Wspominałam wcześniej, że nie mam planów na dziś? Wydaje mi się, że zaraz ulegnie to zmianie.
-Wiesz dobrze, że ja zawsze jestem otwarta na wszelkie propozycje 
-Chodźmy na imprezę, poznamy jakiś fajnych kolesi, rozerwiemy się!
-Kath, naprawdę to jest dla Ciebie coś super? Na imprezy chodzimy w każdy piątek i sobotę jeśli mamy siłę po wcześniejszym dniu, liczyłam na trochę więcej weny twórczej z twojej strony
-Jak jesteś taka mądra to sama wymyśl coś lepszego pani kreatywna - Ojj komuś nie podoba się to, że nie mam ochoty na imprezę w każdy weekend. Powinna to zrozumieć, lubię potańczyć i napić się ze znajomymi ale robiąc to samo w każdy weekend znika cała frajda z zabawy. Oczywiście jak wcześniej wspomniała jestem PANIĄ KREATYWNĄ i długo nie trzeba było czekać, aż w mojej głowie zakiełkuje jakiś pomysł.
-Masz ochotę gdzieś wyjść prawda? Masz ochotę rozerwać się prawda? Masz ochotę spędzić inaczej ten sobotni wieczór prawda? - pomiędzy moimi pytaniami kiwała nieznacznie głową na tak - W takim razie mam świetny pomysł kochana! Zrobimy sobie babski wieczór!
-Babski wieczór? - Ups po jej tonie głosu zakładam, że nie spodziewała się tego i raczej pomysł ten nie przypadł jej szczególnie do gustu
-No czemu nie? Dawno nie robiłyśmy czegoś dla siebie, żeby poczuć się piękniejsze! Nawet nie mów teraz, że tego nie potrzebujesz bo jesteś idealna. Dobrze wiesz, że nie jesteś, a te twoje brwi to już pod krzaki zaczynają podchodzić swoją drogą - Za ostatni komentarz dostałam od niej poduszką w twarz po czym zaśmiałyśmy się jak to zawsze my.
-Niech Ci będzie, ale w przyszłym tygodniu ja decyduję co będziemy robić. Wytłumacz mi tylko jedną rzecz gdzie ty chcesz teraz znaleźć spa, które będzie miało dwa wolne miejsca.
-Kto powiedział, że idziemy do spa? Zrobimy sobie swoje własne!
-Ale mówiłaś, że wyjdziemy z domu - Widzę już jej naburmuszoną minę, nie byłaby sobą gdyby trochę nie ponarzekała.
-No i wyjdziemy, do sklepu po potrzebne rzeczy.. - MOI DRODZY JEJ MINA BEZCENNA !!!!
Ku mojemu zdziwieniu chwilę później Kathy podeszła do mojego pomysłu o wiele bardziej pozytywnie niż na samym początku i poganiała mnie do wyjścia z domu. Jej zmienność czasami naprawdę mnie zadziwia. Początkowo nieprzekonana do mojego pomysłu teraz tryska taką energią jakby ktoś ją podmienił z zupełnym przeciwieństwem. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego z daną osobą potrafi połączyć Cię na tyle silna więź, że stajecie się na tyle bliscy, że każdą chwilę spędzacie razem i każdy najlepszy moment życia chcecie dzielić razem aby te wspomnienia były wasze? Ja wiele razy główkowałam na czym polega więź, która powstaje pomiędzy przyjaciółkami czy parami. Dalej jest to dla mnie wielką zagadką. Słyszy się nieraz, że przeciwieństwa się przyciągają ale ile w tym prawdy? Gdyby mój chłopak nienawidził rzeczy ,które ja kocham a ja nienawidziłabym rzeczy, które on kocha to jaki sens miałby ten związek? Albo gdyby moja przyjaciółka była totalnym leniem, a ja sportowcem to na jakich prawach ta przyjaźń funkcjonowałaby ? Początkowo może to powiedzenie jest prawdą. To co jest w innych naszym przeciwieństwem przyciąga nas, intryguje i zadziwia. Niestety po pewnym czasie fascynacja znika, a pojawia się irytacja i brak zrozumienia. Przynajmniej ja to tak widzę. Według mnie stwierdzenie, że łączą nas te same rzeczy byłoby trafniejsze. Przyjaciel to osoba, która rozumie Cie bez słów tak samo jak druga połówka, która wcześniej była przyjacielem, a potem awansuje na wyższe stanowisko staje się dla nas ważna poprzez te małe wspólne głupstwa, które potrafią łączyć. Łatwiej jest nam zbliżyć się do ludzi, którzy są do nas podobni bo widzimy w nich siebie. Wiemy, że jesteśmy dobrze i nie skrzywdzilibyśmy nikogo celowo więc zaczynami ufać takim osobom i otwierać się przed nimi. Czasami nasza intuicja zawodzi i zostajemy brzydko mówiąc wychujani przez życie. Innym razem cała relacja między dwoma osobami staje się na tyle silna i nierozerwalna, że jest to, aż dziwnie, że osoby, które nie są rodziną rozumieją się najlepiej i znajdują w sobie nawzajem lepsze oparcie niż np w rodzicach. W rzeczywistości powiedzenie, że z rodziną dobrze wygląda się tylko na zdjęciu jest najbardziej trafnym stwierdzeniem jakie kiedykolwiek słyszałam. Oczywiście zarówno w przyjaźni jak i w rodzinie zdarzają się kłótnie. Różnice między tymi kłótniami są takie, że w rodzinie pojawia się często żal za niespełnione ambicje czy wygórowane oczekiwania co wywleka się często w kłótniach zaczynających się od głupstw i tak jest zazwyczaj w moim przypadku. Natomiast w kłótni z przyjaciółmi zazwyczaj zaczynamy się kłócić, a potem dochodzimy do etapu spokojnej rozmowy i wyjaśniania wszystkiego jak ludzie i tak jest w przypadku moim i Kathy. Nigdy w życiu nie chciałabym, żeby Kathy była moją siostrą bo wtedy na jej miejscu byłby ktoś inny o kim bym teraz tak dobitnie myślała. Jestem po prostu zdania, że nie ma rodzin idealnych. Taka kolej rzeczy i myślę, że powinniśmy cieszyć się z tego co mamy.
Nagle poczułam silny uścisk na lewym ramieniu co wyrwało mnie z moich zamyśleń.
-Sam? Co jest z Tobą? Ziemia do Samanthy! Haaaaaaaaaaloooo
-Ym.. co mówiłaś? Trochę odleciałam haha - Swoją drogą trochę to mało powiedziane, nie zorientowałąm się nawet, że jesteśmy już w sklepie, gratulacje dla mnie.
-Właśnie widzę, pytałam czy wolisz maseczke nawilżającą, regenerującą czy oczyszczającą?
-Weź tą nawilżającą, ostatnimi czasy cały czas skóra mi się łuszczy. - Nie potrafię pojąć mojej cery, w sumie nigdy nie zależało mi na pielęgnacji twarzy ani na sprawianiu dzięki makijażowi, że wyglądam jak jakieś bóstwo, prawdę mówiąc wolę dłużej pospać niż stać przed lustrem haha
-Miałam to samo niedawno i ta maseczka mi bardzo pomogła
-Mhm, to fajnie
-O czym tak myślałaś zawzięcie? Od wyjścia z domu widziałam, że myślami jesteś gdzieś indziej.
-Właściwie to o niczym, trochę filozofowałam o relacjach między ludźmi
-Skoro już przy tym jesteśmy to powiedz mi lepiej jak mają się twoje relacje z rodzicami - Czyżby Kathy była jasnowidzem? Odczułam nagłą chęć opowiedzenia jej, co leży mi na sercu więc dlaczego by tego nie zrobić?
-W sumie to raczej słabo, wiesz, że nigdy nie były jakieś dobre. Oni od zawsze lepiej czuli się w pracy niż przy dzieciach i nigdy nie miałam im tego za złe. Wychowałam się właściwie sama i nikt się nie rozczulał nade mną więc jestem odporna na wiele rzeczy. Niestety mimo tego wiele minusów jest w takich stosunkach miedzy dziećmi, a rodzicami. Często brakowało mi tego, że rodzic nie siądzie ze mną i nie wytłumaczy mi czegoś do szkoły albo szczerych rozmów z nimi, których od zawsze Ci zazdroszczę. Podziwiam twoją mamę. Pracuje tyle co moi rodzice, a potrafi znaleźć dla Ciebie czas. Moi tylko by narzekali na mnie i moje wychowanie. Pokłóciłam się z ojcem po powrocie z kawiarni. Wyjechał na matkę, że mnie nie potrafiła wychować i zaczął nadawać, że jestem w skrócie totalnym zerem. To była jedna z niewielu kryzysowych sytuacji u mnie. Chciałam mu wszystko wygarnąć ale nie potrafiłam sklecić moich uczuć w zdania i czułam, że lada chwila wpadnę w histerię więc rzuciłam kilka zdań i popierdoliłam to. Zawsze staram się nie przejmować nimi ale czasami już nie wytrzymuję wiesz? To jakiś dom wariatów. Jestem tego zdania co inni, że pieniądze szczęścia nie dają, a moi rodzice są przekonani, że mnie i Paige uszczęśliwiają sumy, które przelewają nam raz w miesiącu na konto. Ja zamiast tych pieniędzy raz w tygodniu wolałabym usiąść z nimi i szczerze porozmawiać. - Poczułam ulgę. Naprawdę ją poczułam. Wygadanie się komuś naprawdę pomaga nawet jeśli ta osoba miałaby być tylko słuchaczem. Chwilę później po skończeniu mojej wypowiedzi poczułam jak ręce Kathy obejmują mnie w pocieszającym uścisku. W momencie gdy odsunęła się ode mnie, zaczęła mówić.
-Dobrze wiesz, że zawsze możesz na mnie polegać. Dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Jednak sądzę, że powinnaś porozmawiać szczerze z rodzicami. Chociaż spróbować. Przecież nic tym nie stracisz, a być może zyskasz. Jakakolwiek poprawa nawet najmniejsza będzie dla Ciebie wsparciem z ich strony. Wiem to bo znam Cie i zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo wrażliwa jesteś. Ciebie cieszą małe, proste gesty i nie potrzebujesz niewiadomo jakich prezentów. Naprawdę myślę, że powinnaś powiedzieć im to co mi przed chwilą. Wszystko co czujesz, nie przejmując się tym czy w trakcie tego rozkleisz się. Ważne będzie to, że to będziesz prawdziwa ty z słowami płynącymi prosto z serca. Najzwyklejsze rozmowy potrafią czynić cuda Sam i takie rozmowy sprawiły, że mam dobre relacje z mamą.

Po tym co powiedziała Kath zapanowała między nami cisza. Nie była ona niezręczna. Kathy wiedziała, że po tym co mi powiedziała będę miała mętlik w głowie i że sama chce go ogarnąć. Taka przyjaciółka to skarb. Wysłucha, doradzi i zrozumie. Naprawdę cieszę się, że ją mam.


                                                                                                                                                                   
Rozdział trochę inny, taki życiowy z milionem przemyśleń. Mam nadzieję, że spodoba wam się i do następnego :*

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 2


Po przyjemnie spędzonym czasie z Kathy w kawiarni wróciłam do domu. W progu mieszkania zastały mnie krzyki moich rodziców. To rzadkość słyszeć ich kłótnie więc byłam trochę zdziwiona. Oni są tego typu parą co w filmach. Rozebrałam się pośpiesznie i najszybciej jak potrafię szłam w stronę, z której słyszałam głosy. Weszłam do kuchni udając, że jestem głodna. Od momentu gdy zauważyli mnie rozmowa ucichła. Pewnie znowu coś zrobiłam. Nigdy nie miałam z nimi dobrych kontaktów. Oni kochają tylko i wyłącznie Paige. Córeczka idealna.. No w sumie, któraś musi być, a skoro ja taka nie jestem to w niej pokładają wszelkie nadzieje. Nie jestem jakimś trudnym dzieckiem, po prostu nie jestem też taka jaka powinnam być według mniemania moich rodziców. Oni mnie nawet nie znają, 3/4 swojego czasu spędzają w pracy. Są typem ludzi, którzy myślą, że wynagrodzą dzieciom stracony czas pieniędzmi. Szczerze mówiąc mam gdzieś ich kasę. Stojąc w kuchni i przeglądając zawartość lodówki czułam na sobie ich wzrok i czekałam na jakiś nagły wybuch, rozwój akcji ale nic takiego nie miało miejsca. Wyjęłam sobie sok i napiłam się z kartonu co jak zwykle niezmiernie rozwścieczyło mojego tatę. (doigrałam się tego "wybuchu")
-Mówiłem Ci, że wychować jak należy jej nie potrafiłaś!!!- Wydarł się nagle mój ojciec przez co podskoczyłam ze strachu, nigdy nie słyszałam go, aż tak wściekłego.
-Sam mogłeś sobie ją wychować, a nie, że masz teraz do mnie o to pretensje, skoro powierzyłeś mi wychowanie Samanthy to nie wtrącaj się do tego teraz..-Moja matka mnie broni? Coś nowego, robi się ciekawie, ma ktoś może popcorn?
-Jest nieudacznicą, nie rozumiesz tego? Jej oceny są przeciętne, jest na tyle leniwa, że nie jest w stanie wyjąć głupiej szklanki z szafki tylko pije z kartonu sok, który jest dla wszystkich. Szlaja się gdzieś po nocach, wraca pijana do domu i ty nazywasz to WYCHOWANIEM?- Nie mieściło mi się w głowie to co on mówił, NIGDY z życiu nie wróciłam do domu pijana, a gdy gdzieś wychodziłam to sam wyrażał na to zgodę, cholerny hipokryta! Nie mogąc słuchać jego oskarżeń postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze.
-Jesteś skończonym kłamcą tato! Nigdy nie widziałeś mnie pod wpływem alkoholu, a tym bardziej nie wróciłam do domu pijana, prędzej już ty masz skłonności do takich akcji!!! Szlajam się po nocach gdzieś? No pewnie jeszcze dupy daje i za kasę z prostytucji dragi kupuję! Jesteś niemożliwy, naprawdę. Nie wiedziałam, że aż tak mnie nienawidzisz..
Miałam ochotę zwyzywać go, wygarnąć mu jakim okropnym ojcem jest ale wiedziałam, że jeśli będę dalej ciągnąc swoją wypowiedź to po prostu pęknę i popłaczę się. Nie mogę tego zrobić. Nie przy nich, musze pokazać, że mam twardą dupę. Wypowiadając ostatnie słowa wyszłam z kuchni ignorując ich nawoływania i słowa kierowane w moją stronę. Ze łzami w oczach wbiegłam do swojego pokoju szybko zamykając za sobą drzwi i rzucając się z bezsilności na łóżko. Przymknęłam oczy mając nadzieje, że opanuje łzy, które usilnie chciały się wydostać i zasnę. Niestety po zamknięciu oczu dopadł mnie natłok myśli, których nie potrafiłam ogarnąć. Wstałam z łóżka i usiadłam na parapecie biorąc po drodze telefon i słuchawki. Włączyłam najbardziej przymulająca piosenkę jaką mam na telefonie i zaczęłam myśleć. Nie mam pojęcia kiedy zaczęłam płakać. To było silniejsze ode mnie. Czasami potrzebowałam wypłakać się w samotności, żeby potem wstać silniejsza i skopać innym tyłki. Dziś właśnie był taki dzień. Wiem, że mogłabym zadzwonić do Kath lub Matta ale nie jestem takim typem osoby. To nie tak, że nie ufam im. Po prostu nie lubię obarczać ludzi moimi problemami. To są moje problemy i dam sobie z nimi jakoś radę. Zawsze daje...
Nie mam pojęcia ile czasu minęło ale powoli zaczynałam odczuwać dyskomfort pozycji w jakiej się znajdowałam więc postanowiłam spróbować zasnąć. Kładąc się na łóżku spojrzałam ostatni raz na telefon, przyglądając się badawczo dacie. Cholera, moja siostra ma za 2 dni urodziny. Nic dla niej nie mam! W jednym momencie odechciało mi się spać i włączyłam Internet szukając jakichkolwiek wskazówek na prezent. Mówiłam wcześniej, że jest córeczką idealną prawda? Nie oznacza to, że nienawidzę jej czy coś. Jesteśmy siostrami i o dziwo mamy dobre kontakty, jest moim maluszkiem i często przychodzi do mnie z problemami, to bardzo miłe, że ceni sobie moje zdanie. Kiedyś gdy zasiedziała się u mnie w pokoju ojciec przyszedł i kazał jej iść, a mi prawił kazania, że odciągam ją od nauki i nastawiam przeciwko nim. Śmieszne prawda? Mniejsza o to. Przeglądając różne strony zobaczyłam propozycję biletów na koncert ulubionego zespołu, to jest genialne! Paige uwielbia wszelkie gwiazdy popu. Kogo koncert jej się najbardziej spodoba? Miley Cyrus odpada, lubi ją ale nie zabiorę 14 letniej siostry na koncert WULGARNEJ Miley Cyrus. Jest dziewczyną to może koncert jakiegoś chłopaka? Bieber z pewnością będzie odpowiedni! Wchodzę na stronę koncertów Biebera i co się okazuje? Nie ma żadnego, to są jakieś jaja? Akurat teraz musiał sobie urlop brać czy cokolwiek? Byłam w kropce. Sam myśl, napewno jest ktoś kogo lubi. Patrzyłam się w ekran telefonu jak zaczarowana i nagle mnie olśniło. One Direction , przecież to było oczywiste! Wyszukując dat i miejsc, w których mają koncerty modliłam się, żeby jakikolwiek był w NY. Oczekując, aż strona załaduję mi się myślałam, że nerwy mnie zeżrą. Dziś mamy 3 maj, przeglądam tabelę z miejscem i datą koncertów. Jestem kłębkiem nerwów.
5 maj - San Diego
6 maj - Kansas
7 maj - Chicago
8 maj - Los Angeles
10 maj - Nowy Jork
11 maj - Filadelfia
O mój boże, wróć. 10 MAJ NOWY JORK ! Jestem uratowana. Kliknęłam przycisk kupowania biletów online. W końcu przydadzą się na coś pieniądze rodziców. W momencie gdy zobaczyłam, że M&G są dostępne nie wahałam się. Moja siostra zasługuję na spotkanie z swoimi idolami, a doznania na koncercie będą tylko przedsmakiem zabawy w tym dniu. Po dokonaniu przelewu i zamówieniu dwóch biletów mogłam spokojnie położyć się spać. Jestem dziwna prawda? Raz mam ochotę strzelić sobie w łeb przez to jakie mam relacje z rodzicami, a chwilę później dostaję spazmów bo chce kupić siostrze prezent. W końcu kobieta zmienną jest.
Nagle usłyszałam dzwonienie telefonu. Kto ma czelność budzić mnie o 13:15 w sobotę?! Chwil co? 13:15 ?! Zerwałam się z łóżka, odbierając telefon nie patrząc kto dzwoni.
-Halo?- mój zaspany głos, rozpoznałby każdy
-Obudziłam Cie?- po drugiej stronie usłyszałam rozbawiony głos Kathy
-Ym.. Właściwie to tak
-Jesteś największym leniem jakiego znam. Otworzysz mi drzwi? Dzwoniłam dzwonkiem ale chyba nikogo po za Tobą nie ma w tym domu, a ty masz dość mocny sen
-Albo po prostu moi rodzice wiedząc, że to ty ukryli się w piwnicy- wyobrażając to sobie wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
-Ha ha ha, boki zrywać. Uśmiałam się, a teraz otworzysz mi łaskawie te drzwi?
Nie mając możliwości cokolwiek odpowiedzieć usłyszałam głuchą ciszę po drugiej stronie, suka rozłączyła się. Chcąc zrobić jej na złość, najwolniej jak potrafię wstałam z łóżka i doczłapałam się do drzwi wejściowych. Po otwarciu drzwi zobaczyłam jak zwykle uśmiechnięta, idealnie wyglądającą moją przyjaciółkę Katharine Laroy.


________________________________________________________________
Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Możliwe że rozdział krótki ale dopiero zaczynam. Jeśli czyta to ktoś to niech skomentuję. Jeśli będę to pisać a pod rozdziałami będzie jeden komentarz albo nie będzie ich wcale to jaki sens jest udostępniania tego? Piszę to dla was i naprawdę KAŻDY komentarz się jest dla mnie ważny. Do następnego :*

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 1

* Pół roku wcześniej *

-Samantha! Wstawaj bo spóźnisz się do szkoły!!
Słysząc nawoływania mojej mamy z dołu mimo chęci zostania w łóżku nie miałam takiej możliwości. Niechętnie wstałam z łóżka kierując sie do łazienki mozolnym krokiem, potykając się przy tym kilka razy o rzeczy, które leżały na podłodze. Cholera musze tu w końcu posprzątać. Wchodząc do łazienki spojrzałam na telefon. Była 7:02 więc nie musiałam się śpieszyć, w końcu miałam na 8:00. Włączyłam moją ulubioną playlistę i wskoczyłam pod prysznic. Ciepły prysznic z rana zawsze działa na mnie kojąco. Po 10 minutach postanowiłam skończyć swój prysznic. W momencie gdy moje stopy dotknęły zimnej podłogi moje ciało obleciała gęsia skórka. Nienawidzę tego uczucia. W ekspresowym tempie ubrałam czystą bieliznę i zestaw ubrań, który poprzedniego wieczora przygotowałam. Włosy spięłam w wysokiego kucyka, a na twarz nałożyłam podkład, który starannie przypudrowałam. Przejechałam rzęsy tuszem, użyłam moich ulubionych perfum i wyszłam z łazienki po drodze zabierając ze sobą telefon. Ubrania walające się po podłodze zgarnęłam i rzuciłam na krzesło. Zabierając torbę zeszłam na dół z zamiarem zjedzenia pożywnego śniadania. Wchodząc do kuchni poczułam przyjemną woń naleśników. Witając się pobieżnie z rodzicami i siostrą rzuciłam się po swoją porcje. Kończąc posiłek usłyszałam klakson auta.
- Dlaczego Kath za każdym razem trąbi zamiast po prostu spokojnie poczekać? - zapytała moja irytująca matka
- Żebyś się pytała - odpyskowałam zirytowana bezsensownym pytaniem
-Samantha, jak ty się odzywasz do mamy? - jak zwykle do konwersacji wtrącił się ojciec
Ignorując go wzięłam rzeczy, ubrałam  szybko buty i wyszłam trzaskając drzwiami. Po wyjściu od razu rzuciło mi się w oczy auto stojące na podjeździe. Pokonując szybko odległość, która dzieliła mnie od auta wskoczyłam na miejsce pasażera z przodu witając się z moją przyjaciółką. Droga do szkoły minęła nam w ciszy. Nie była to cisza krępująca po prostu Kath od razu wyczuła, że nie jestem w humorze do rozmów. Wysiadłam pod szkołą nie czekając na przyjaciółkę pognałam w stronę mojej szafki. Po drodze natknęłam się na mojego przyjaciela Matta.
- Cześć maluchu, jak minął weekend? - zapytał jak zwykle szczerząc się jak głupi do sera, patrząc na niego zły humor od razu znika
- Cóż.. Przeciętnie jak zwykle mało pamiętam.. - drugą część zdania dodałam ciszej pod nosem
-Ojj Sami Sami, nigdy nie nauczysz się pić z umiarem - wybuchł śmiechem za co dostał z pięści w bark
-Ała, za co to ? Ranisz mnie  Sam  - z pełną powagą wypowiadał te słowa ale ja wiedziałam, że to kolejne żarty
-Pieprz się Matt, dupek z Ciebie 
Po moim komentarzu oboje zaczęliśmy się śmiać. Podczas wędrówki pod klasę opowiadał mi o dupach, które udało mu się wyrwać na ostatniej imprezie. Szczerze nie interesowało mnie to ale udawałam, że słucham. Przyglądając się Mattowi doszłam do wniosku, że jest cholernie przystojny co nie zmienia faktu, że jest tylko i wyłącznie moim przyjacielem. W stosunku do dziewczyn jest strasznym dupkiem ale po części rozumiem go. Cholera laski same pchają mu się do łóżka, 3/4 tych dziewczyn nie zna nawet jego imienia. Po prostu leci na jego wygląd. Napalone suczki. Chwile później usłyszałam dzwonek na lekcje i nie zwracając na nikogo uwagi wparowałam do klasy zajmując moje ulubione miejsce. Siedząc w ostatniej ławce pod oknem mogłam zawsze udawać, że uważam, a tak naprawdę być myślami gdzieś zupełnie indziej. Tak też stało się i tym razem.
Lekcje skończyły się dość szybko, a razem z nimi mój ponury humor. Siedziałam właśnie z Kath w kawiarence niedaleko szkoły i zastanawiałyśmy się co zamówić. Kilka minut później do naszego stolika podszedł całkiem przystojny chłopak.
- Co podać? - z firmowym uśmiechem i przenikliwym wzrokiem patrzył na mnie i na moją przyjaciółkę
- Ja poproszę gorącą czekoladę z bitą śmietaną - odezwała się niespodziewanie Kath, która od rana nie jest zbyt rozmowna
- Ja poproszę karmelowe latte macchiato - powiedziałam oddając kartę chłopakowi.
Chwilę później znikł z naszego pola widzenia wraz z naszymi zamówieniami. Podnosząc wzrok znad telefonu natknęłam się na smutny i wymowny wzrok Kath. Pośpiesznie odłożyłam telefon do torebki i z pocieszającym uśmiechem postanowiłam dowiedzieć się o co chodzi.
-Co się dzieje Kathy? Odkąd weszłyśmy do kawiarni nie odzywasz się, a w ciągu całego dnia zamieniłyśmy dosłownie kilka słów
-Ja.. Nie wiem.. Ja i Matt... Ugh ,przespaliśmy się na ostatniej imprezie ..
Ostatnie słowa wymówiła dość pośpiesznie i cicho ale mimo to zrozumiałam. Myślałam, że w tym momencie oczy wyjdą mi z orbit i dobrze, że nasze zamówienie jeszcze nie przyszło bo zawartość mojej buzi z pewnością wylądowałaby na stole. Nie wiedziałam jak mam zareagować, a tym bardziej nie wiedziałam dlaczego Kath przejmuje się tym aż tak. Nim zdążyłam jeszcze cokolwiek odpowiedzieć poczułam jak ręka Kath chwyta moją i chwilę później usłyszałam słowa, których nie spodziewałam się usłyszeć nigdy.
-Cholera Sam, przepraszam.. Wiem, że Matt podoba Ci się od dłuższego czasu ale to.. - w tym momencie musiałam jej przerwać, przecież to totalne bzdury!
-Kath co ty pieprzysz? Matt nigdy w życiu nie podobał mi się i nie podoba. Nie wiem co sobie ubzdurałaś ale jako moja przyjaciółka wiedziałabyś o tym pierwsza, a nie pamiętam żebym Ci kiedykolwiek coś takiego mówiła.
- Mówiłaś przecież, że Matt jest niezłym przystojniaczkiem i ja sądziłam, że on..
-Kathy jesteś największym debilkiem na świecie, ja i Matt? Proszę Cię - wybuchnęłam najszczerszym śmiechem tego dnia zarażając nim również Kath. Chwilę później dostałyśmy nasze zamówienie, a mnie wciągnęła opowieść o przygodzie Matta i Kath podczas ostatniej imprezy.



                                                                                                               
Cóż, pierwszy rozdział za nami. Jak wrażenia? Ktokolwiek to czyta? Jeśli tak to proszę o komentarz, opinie, cokolwiek! Każdy komentarz będzie dla mnie motywacją do dalszego pisania! Za wszelkie błędy przepraszam! 

czwartek, 27 listopada 2014

Prolog

Prowadząc beztroskie, nienaganne życie ciężko jest pogodzić się ze zmianami, które na nas czekają. Czujemy się zagubieni, nie wiemy od czego zacząć w momencie gdy nasze życie wywraca się do góry nogami. Najgorsza w tym wszystkim jest bezsilność. Chaos, który panuje w naszej głowie stwarza niekończące się obawy. Samotność? Brak zrozumienia? Stach? Zdecydowanie te trzy słowa opisują to co teraz czuję. Moje jak dotąd "idealne" życie przestało być kolorowe. W tym momencie jedyne co trzyma mnie przy życiu to moi przyjaciele. Żałuję że ich mam, mogłabym się już dawno zabić. Czasami mam wrażenie że to wszystko to sen i w końcu się z niego obudzę. Niestety tak się nie dzieje. Zasypiam z nadzieją na lepsze jutro. W końcu powiadają, że "nadzieja umiera ostatnia" "nadzieja matką głupich" tylko ona mi pozostała.                    Nazywam się Samantha Cooks i chciałabym opowiedzieć wam moją całkiem zwyczajną historię.  



                                                                                                    
 Jeśli chcecie poznać historie Samanthy zapraszam do czytania tego opowiadania. 

Nowy początek?

Cześć wszystkim! Pewnie zaledwie kilka osób to przeczyta (o ile wg ktoś)... Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad założeniem bloga i w końcu zdecydowałam się. Moja wyobraźnia stwarza coraz to nowsze historie i w końcu zdecydowałam, że zacznę gdzieś to przelewać.. Co z tego wyjdzie? Sama nie wiem. Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje!